Zawieszam...
środa, 7 stycznia 2009 15:30:59
Zmęczona ciągłymi awariami, wiecznymi komunikatami, powolnością serwera itp, itd przenoszę się na livejournala :)

Może kiedyś tu wrócę.

Nieprędko.

Livejournal

Falka
komentarze [0]

We are all one...
czwartek, 27 listopada 2008 00:22:22
Pada. Deszcz pada. Jutro lód wszędzie będzie.


Nienawidzę zimy. Jest zimno, ciemno i nieprzyjemnie. I ten cholerny, czyściutki, oślepiający śnieżek, przed którym nie chroni nawet najmocniejszy antyrefleks w okularach.


Wrrr...


I w ogóle wojna idzie. Światowa. A przynajmniej do takiego wniosku dochodzę po wczorajszej rozmowie z Morven.


W brydża grać nie umiem. I się nie nauczę pewnie, bom za głupia.

Grrr...


Tyle zrzędzenia.


Dobrze, że na świecie są kości. A właściwie "Kości". Oj tak.

I wątróbka. Dobra wątróbka nie jest zła.

Rozładowujące się telefony też nie są najgorsze.

I w ogóle fajnie jest, bo na Ashwinderze zmienili skrypt na nowszy i dzięki temu jest normalna wyszukiwarka. Łihi!

Bach jest wielki. Tak było, tak jest i tak budiet wsiegda.

A bash jest cudownym portalem.

Zaś moja klasa jest DZIWNA - woli dwa polskie niż angielski. Martix jakiś, albo co.

Tyle na dziś. Żegnam ozięble.

***

On and on, on and on
On and on, we are one

I know you fight for god, and you believe it's right
To risk your home, your life, to face the evil knight
But in the darkest night, when our children are asleep
I think about the families, of our enemy

Do they feel the same, believe in their own truth
They must love the children, as fiercely as we do
We all share one thing, our hearts were given from above
And the only thing worth fighting for, in this world is love

On and on through the years the, war continues on
Why can't we see the truth, we are all one

I know you fight for god, and you believe it's right
To risk your home, your life, to face the evil knight
But in the darkest night, when our children are asleep
I think about the families, of our enemy

On and on through the years the, war continues on
Why can't we see the truth, we are all one

On and on through the years the, war continues on
On and on through the years, we are all one

On and on through the years the, war continues on
Why can't we see the truth, we are all one

On and on, we are one
On and on, we are one

***
Falka
komentarze [1]

Show must go on...
niedziela, 26 października 2008 10:27:55
Długo, oj długo mnie nie było... Siła wyższa - brak internetu.

Bardzo wiele się w tym czasie zmieniło. Ja prawdopodobnie też...
Podjęłam kilka ważnych decyzji, które poskutkowały zmianami w moim życiu. Zmianami na lepsze na szczęście.
Nauczyłam się troszeczkę (ale tylko troszeczkę) o dorosłości mieszkając przez półtora miesiąca tylko z psem.
Nauczyłam się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Słodko-gorzkie odkrycie...
Nauczyłam się, że urzędy wcale nie są tak straszne jak by się wydawało.

Czym się obecnie zajmuję? Niczym ważnym, prawdę mówiąc. Czasem poczytam Beowulfa lub mity skandynawskie (ach, matura, matura), ale głównie marnuje cenny przedmaturalny czas na Piekarę. I politykę.
Za to historii poświęcam całkiem sporo czasu. Co wcale nie oznacza, że ma to wiele wspólnego z nauką do matury, niestety...

Ostatnio na nowo odkryłam Bacha. Jest coś niezwykłego w jego muzyce. Brzmienie utworów dostosowuje sie do mojego nastroju. Zawsze. Genialny facet był, co tu dużo mówić...

Co do matury... Poza faktem, że jej nie zdam... To jakoś to będzie :P

***

Empty spaces - what are we living for?
Abandoned places - I guess we know the score..
On and on!
Does anybody know what we are looking for?

Another hero - another mindless crime.
Behind the curtain, in the pantomime.
Hold the line!
Does anybody want to take it anymore?
The Show must go on!
The Show must go on!
Inside my heart is breaking,
My make-up may be flaking,
But my smile, still, stays on!

Whatever happens, I'll leave it all to chance.
Another heartache - another failed romance.
On and on!
Does anybody know what we are living for?
I guess i'm learning
I must be warmer now..
I'll soon be turning round the corner now.
Outside the dawn is breaking,
But inside in the dark I'm aching to be free!

The Show must go on!
The Show must go on! Yeah!
Ooh! Inside my heart is breaking!
My make-up may be flaking!
But my smile, still, stays on!
Yeah! oh oh oh

My soul is painted like the wings of butterflies,
Fairy tales of yesterday, will grow but never die,
I can fly, my friends!

The Show must go on! Yeah!
The Show must go on!
I'll face it with a grin!
I'm never giving in!
On with the show!

I'll top the bill!
I'll overkill!
I have to find the will to carry on!
On with the,
On with the show!

The Show must go on.

Falka
komentarze [2]

Panzerkampf...
sobota, 12 lipica 2008 01:59:02
Wakacje w pełni. Falusia wypoczywa. Jak?
- oglądając House'a
- sprzątając
- oglądając House'a
- wyszukując grafiki z Severusem/Housem (w zależności od nastroju)
- oglądając House'a
- rozwiązując durne psychotesty (dowiedziałam się np, że jestem wrednym Ślizgonem i jednocześnie Foremanem/Willsonem)
- oglądając House'a
- słuchając muzyki
- oglądając House'a
- czytając ("Ostatni Władca Pierścienia" skończony, teraz "Zbrodnia Ikara", tfu, i kara a nie Ikara :P )
- oglądając House'a
- gotując
- oglądając House'a
- grając w Simsy
- oglądając House'a
- zajmując się (tfu) ogródkiem
- wspominałam o Housie?

***

Sabaton - Panzerkampf

***

Into the Motherland the German Army Marches!

In the soviet union, summer 1943
tanks line up in thousands, as far the eye can see
Ready for the onslaught, ready for the fight
Waiting for the axis, to march into the trap

Mines are placed in darkness
In the cover of the night
Waiting to be triggered
When the time is right

In the night invasion
Imminent attack
Once the battle started
There's no turning back

The end of the third reich grows near
It's time has come to an end
The end of an era is near
It's time to attack

Into the Motherland the German Army Marches!
Comrades, stand side by side, to stop the nazi charge
Panzers on russian soil are plundering the east.
One million men at war, soviet wrath unleashed

Fields of Prokhorovka, to the heat of battle burned
Suffer heavy losses, the tide of war is turned
Driving back the germans, fighting on for front
Hunt them out of Russia, out of soviet land

Bringing close to frontline, force the axis to reatreat
Sending all the reserves, securing their defeat
Soldiers of the Union, broke the citadel
Ruined serve an army, Axis rest in hell

The end of the third reich grows near
It's time has come to an end
The end of an era is near
It's time to attack

Into the Motherland the German Army Marches!
Comrades, stand side by side, to stop the nazi charge
Panzers on russian soil are plundering the east.
One million men at war, soviet wrath unleashed

Oh mother Russia, union of lands
Will of the people, strong in command
Ohh mother Russia, union of lands
Once more victorious, the red army stands

The end of the third reich grows near
It's time has come to an end
The end of an era is near
It's time to attack

Into the Motherland the German Army Marches!
Comrades, stand side by side, to stop the nazi charge
Panzers on russian soil are plundering the east.
One million men at war, soviet wrath unleashed.

***
Falka
komentarze [7]

Córeczka tatusia...
sobota, 28 czerwca 2008 01:53:22

Córeczka Tatusia



Opowiadanie opublikowane na: Ashwinder

Adres oryginału: http://ashwinder.sycophanthex.com/viewstory.php?sid=19232

Tytuł oryginału: Daddy's Girl

Autor: bluestocking79

Tłumaczenie: Falka

Rating: PG

Disclaimer: These characters belong to J.K. Rowling, not to me. I'm just having some fun with them and make no money in doing so.




Córeczka Tatusia


Opowiadanie opublikowane na: Ashwinder

Adres oryginału: http://ashwinder.sycophanthex.com/viewstory.php?sid=19232

Tytuł oryginału: Daddy's Girl: Daddy's Girl

Autor: bluestocking79

Tłumaczenie: Falka

Rating: PG

Disclaimer: These characters belong to J.K. Rowling, not to me. I'm just having some fun with them and make no money in doing so.




Hermiona miała szczery zamiar być genialną matką.

Dlatego też niemal całą ciążę spędziła czytając poradniki, tworząc żelazny system organizacji pracy i przede wszystkim ćwicząc wszystko, co powinna umieć młoda matka. W dziewiątym miesiącu potrafiła zmienić pieluszkę dwoma ruchami różdżki, jednocześnie przygotowując butelkę i przywołując smoczek.

Była matką-komandosem, gotową na wszystko.

A jednak Margot, gdy już pryszła na świat, wcale nie zważała na jej macierzyńskie umiejętności, karząc ją ciągłymi wrzaskami.

Jednocześnie, gdy tylko Severus brał ją na ręce natychmiast była zadowolona.

Cholernie niesprawiedliwe.


Niespodziewane, a jednak prawdziwe. Severus miał rękę do dzieci.

- Jak ty to robisz? – zapytała Hermiona.

Severus uśmiechnął się z wyższością, pijąc łyk herbaty.

- Chciałabyś wiedzieć, co? – odpowiedział.

Westchnęła cicho.

- Nie potrafisz znieść faktu, że jesteś w czymś gorsza, prawda? – dodał.

- Nieprawda – odpowiedziała.

Ale, czyż nie robiła wszystkiego zgodnie ze wskazówkami książki? I czy to nie Severus powinien być niezdarnym rodzicem?

- Jesteś zazdrosna – powiedział ze zdziwieniem Severus.

- Nie bądź śmieszny.

Nie była zazdrosna, naprawdę nie była. Była po prostu ciekawa, co takiego on robił, czego ona nie potrafiła.

Niezwykle ciekawa.


Severus oczywiście odmówił zdradzenia jej swojego sekretu, nie pozostawiając jej innego wyjścia, jak tylko śledzenie go.

Sam był sobie winien, nie podając jej tak użytecznej informacji.

Gdy następnym razem zaniósł ich płaczącą córeczkę do pokoju, Hermiona cicho podążyła za nimi, wyciszając wcześniej swe kroki zaklęciem.

Zobaczyła ich w momencie, gdy Severus usiłował utrzymać w ramionach wiercącą się i krzyczącą Margot, co sprawiło jej sporą przyjemność. Nawet jemu nie od razu udało się uspokoić dziecko.

Jednak po chwili na jej oczach rozegrało się niezwykłe, niespotykane wręcz wydarzenie. Nigdy nie spodziewała się, że zobaczy jakiegokolwiek mężczyznę w takiej sytuacji, a co dopiero swojego stoickiego męża.

Z wrażenia zaparło jej dech w piersiach.

Severus Snape, kawaler orderu Merlina I-szej klasy, Mistrz Eliksirów, znany też jako Złośliwy Nietoperz z Lochów śpiewał.

Nie była w stanie dosłyszeć słów, jednak dźwięk sam w sobie sprawił, że drżała. Nigdy wcześniej nie słyszała jak śpiewa, nie miała pojęcia, że umie.

Nie trudno było zrozumieć, że słuchanie jego śpiewu było rzadkim przywilejem.

Jego głos wznosił się i opadał, podczas gdy on, tuląc do siebie Margot kołysał nią w takt muzyki. Efekt był natychmiastowy. Dziewczynka ucichła, uśmiechając się bezzębnie do swego ojca, patrząc się na niego z najzupełniej odwzajemnionym uwielbieniem.

Widok był tak niezwykły, że Hermiona nie zdawała sobie sprawy, że jest została przyłapana, dopóki Severus nie spojrzał jej w oczy.


- Przypuszczam, że będziesz chciała używać mojej piosenki – powiedział, pociągając nosem.

Hermiona spojrzała na Severusa. Trzymał w ramionach Margot w bezsprzecznie zaborczy sposób. W jego oczach zobaczyła czułość, determinację. I strach?

Strach, że może odebrać coś, co należy tylko i wyłącznie do niego.

Hermiona westchnęła z rezygnacją.

- Jest twoja – powiedziała.

- Ale przecież działa!

Severus spojrzał na nią niepewnie

- W twoim przypadku, tak. Mi niestety słoń nadepnął na ucho. Śpiewasz ją lepiej, niż ja kiedykolwiek byłabym w stanie – skłamała.

- Och – niepewność Severusa zastąpiła niekłamana duma – Brzmi całkiem nieźle, nie sądzisz?

- Nie słyszałam ładniejszej – powiedziała Hermiona, patrząc na ojca i córkę z uśmiechem.




A/N: Tak więc oto moje pierwsze opublikowane tłumaczenie. Mam nadzieję, że się spodoba. Jak ktoś będzie miał ochotę (Morv, piękne oczka do ciebie), to proszę o porównanie z oryginałem. I mam nadzieję na dużo krytyki (ale chwalić też można). Jak się spodoba, to będzie więcej.

Czas: 2 godziny

Beta: Maine Mutter

Gamma (lol): Morven

Wersja: druga, poprawiona

Pomocnik: Odpicowany Toker

Natchnienie: Własna głupota.

Słowo kończące: Wyobraźcie sobie Severusa śpiewającego dziecku... Mniam...

To by było na tyle. Pozdrawiam :)

Falka
komentarze [3]

Mystery...
czwartek, 29 maja 2008 22:07:26
Wczoraj wraz z Dextellą poddałyśmy obsadę Władcy Pierścieni pewnym "lekkim" modyfikacjom. Oto rezultaty (modyfikator: moja skleroza)

Aragorn - Alan Rickman ^^
Denethor - Anthony Hopkins
Finduilas - Angelina Jolie
Boromir - Sean Bean
Faramir - David Wenham
Eomer - Eric Bana
Eowina - Miranda Otto
Theoden - Bernard Hill
Imrahil - Liam Neeson
Beregond - Gary Oldman
Hildebrandt - Hugh Laurie
Celeborn - Jason Isaacs
Legolas - Johnny Depp
Elrond - Carl McCoy
Arwena - Helena Bonham Carter
Galadriela - Cate Blanchett
Haldir - Gerard Butler
Gandalf - Ian McKellen

Jak mi się coś przypomni to dopiszę ;)

***

Gratulacje, Mati :)

***

Z dedykacją dla Severusa Snape`a

Mystery
All my life has been a mystery
You and I were never ever meant to be
It's why I call my love for you a mystery

Different country
You and I have always lived in a different country
And I know that airline tickets don't grow on-a-tree
So what kept us apart is plain for me to see
That much at least is not really a mystery

Taken a violent dislike to me
I'd be foolish to ignore the possibility
That if we ever actually met, you might have hated me
Still, that's not the only problem that I can see...

Dead since 1997
You've been dead now . . . wait a minute, let me see
Eleven years come next Jan-yoo-a-ree
As a human being you are history

So why do I still long for you?
Why is my love so strong for you?
Why did I write this song for you?
Well, I guess it's just... a mystery


Falka
komentarze [2]

Stirb nicht vor mir...
środa, 30 kwietnia 2008 17:41:11
Oj dawno, dawno mnie tu nie było... Dlaczego? Myślę, że Ci, co powinni to rozumieją, a nikt inny i tak tu nie zagląda, więc nie będę wszystkiego od nowa wyjaśniać...

Co u mnie? Ano, jak ktoś mądry powiedział - życie toczy się dalej...

Nadal jestem wesołą, (prawie) beztroską Falusią, która kroczy przez życie przejmując sie drobiazgami a poważne problemy odgradza od siebie ścianą dobrego humoru. Aczkolwiek więcej zrzędzę (prawda, Dext?)...

Co w słuchawkach? Nic... A dlaczego? Ha, odzyskałam swoje kochane głośniczki (maj preszys) i teraz katuje je a nie słuchawki...

A propos muzyki... Moja własna, prywatna, autoryzowana matka (znak towarowy zastrzeżony) lubi moją muzykę. Arkonę, Rammsteina, ukraińsko-rosyjskie "wieś tańczy i śpiewa"... Ba, nawet Frontside lubi... Jeżeli to sen, nie budźcie mnie, błagam :)

Co do czytania? Wywiady z Alem Pacino... Fajny facet, polecam. Miła odmiana po Warszawach Orbisach i innych Paryżach Hiltonach jakimi nas media katują...

Znowu piszę... Znów kryjcie się ludzie... Grafomania stosowana :P

A na koniec dziękuję... Wszystkim tym, którzy wspierali mnie każdego dnia przez te kilka trudnych miesięcy. Bez was nie dałabym rady. Dziękuję :*

***

"Stirb nicht vor mir"


Die Nacht öffnet ihren Schoß
Das Kind heißt Einsamkeit
Es ist kalt und regungslos
Ich weine leise in die Zeit
Ich weiß nicht wie du heißt
Doch ich weiß dass es dich gibt
Ich weiß dass irgendwann
irgendwer mich liebt

He comes to me every night
No words are left to say
With his hands around my neck
I close my eyes and pass away

I don't know who he is
In my dreams he does exist
His passion is a kiss
And I can not resist

Ich warte hier
Don't die before I do
Ich warte hier
Stirb nicht vor mir

I don't know who you are
I know that you exist
Stirb nicht
Sometimes love seems so far
Ich warte hier
Your love I can't dismiss
Ich warte hier

Alle Häuser sind verschneit
Und in den Fenstern Kerzenlicht
Dort liegen sie zu zweit
Und ich
Ich warte nur auf dich

Ich warte hier
Don't die before I do
Ich warte hier
Stirb nicht vor mir

I don't know who you are
I know that you exist
Stirb nicht
Sometimes love seems so far
Ich warte hier
Your love I can't dismiss

Stirb nicht vor mir

Falka
komentarze [4]

Divinitus...
poniedziałek, 31 grudnia 2007 00:29:43
W ostatniej dobie 2007 roku uznałam za stosowne skrobnąć notkę... A co :P

Święta... No, przynajmniej się wyspałam i to fest. Oraz poszerzyłam swą znajomość języka angielskiego, czytając kilka nowych opowiadanek :) Tak, to nie było źle... Wigilia też nie była tragiczna. Dokuczał trochę brak najbliższej mi osoby, ale siła wyższa...

Sylwester... W tym roku nie. Sylwestrowi mówimy stanowcze nie. Będziemy obchodzić urodziny Morven, której z tego miejsca (środek mojego ogromniastego łóżka z wystającymi sprężynami - starość, nie radość) pragnę wszystkiego życzyć. Bo to się na pewno spełni. Starzej się nam na zdrowie, Cholero :)

Aneczkowo... Tak, tak, Aneczkowo... I to jak :) Dziękuję :*

Spirytystycznie... Pierwszy seans za mną. Dziwny, i to jak. Mieszanina magii krańcowo różnych odniosła bliżej nieokreślony skutek...

Przyszłość... Nowy pomysł na studia. Ukrainistyka oraz stosunki międzynarodowe... Zobaczymy, co z tego wyjdzie...

Muzycznie... Jakoś tak standardowo. Z nowszych wpływów Buena Vista Social Club. Ale ogólnie katuję Rammsteina :) Zebrałam się też wreszcie w sobie i ściągnęłam kilka utworów ukraińskiego zespołu o kontrowersyjnej nazwie... Której nie podam, by ustrzec się przykrych opinii. Znający zespół i tak i tak będą wiedzieli o którą grupę chodzi.

Blogowo... Szablon zmieniłam. No i zbieram się do napisania ostatniego rozdziału opowiadania, o którym nikt nie wie. Ale pewnie jeszcze się pozbieram, więc nie martwcie się aż tak :)

A na koniec. Dziękuję. Dziękuję osobie, która nie ma zielonego pojęcia jaki ma na mnie wpływ. Dobroczynny rzecz jasna. Dziękuję...

***

"Divinitus"
by Angela van Dyck

hellatorius victorialis (warlike; victory)
erastus necessitas (lovers; death)
honararius despondeo (honour; despair)
spiritus obdormio (life; death)
patriota gladiator (country; fighter)
afflictio ommento (pain; waiting)
divinitus salutaris (heaven; salvation)
furtivus libertas (furtive love; freedom)

Na polski, jeśli chcecie, przetłumaczcie sobie sami. Ja idę spać.
Falka
komentarze [4]

Miraż...
poniedziałek, 3 grudnia 2007 21:56:06
Tak jakoś mnie najszło na notkę :) No to macie :)

Zima się zaczęła, więc jesienna deprecha przeminęła z wiatrem.

Co za tym idzie jestem wesoła i radosna, niczym kruk na cmentarzu, co stanowi niejaki postęp.

Andrzejki przyniosły kilka ciekawych wróżb. Pozytywniejszych niż zwykle, z czego się cieszę. Przede wszystkim - żadnych nowych miłości.

"Eastern Promises" jeszcze lepsze niż sądziłam. Vigguś boski...

Tylko za jakie grzechy wystąpił w "Hidalgo: Ocean ognia"? Chamstwo...

No i jutro okaże się, czy jestem tylko wariatką, czy też głupią wariatką. O wyniku nie omieszkam powiadomić.

A teraz piosenka której od 3 dni słucham bez przerwy. Nic osobistego ;)

"Miraż" Closterkeller

Mów teraz głupi, powiedz choć nie chcesz czy warto było
aż tak
Wierzyć wciąż mocniej, prawie boleśnie aż ginął sprzed
oczu świat

Głęboko w Tobie zapłonął ogień co kazał przed siebie biec
Wiec jak pijany pobiegłeś za nim, by modlić się pośród
świec
A teraz leżysz jak kupa starych szmat, za ścianą matka
łka
Trafiają w pustkę wszystkie słowa skierowane do Boga i
głowę podnosi strach

Miraż!!!
Rozwiewa się niebo jak fatamorgana
Im bliżej niego pełzniesz na kolanach
Gdy widzisz - nie ma Boga i Szatana
Rozwiewa się Twoje życie jak fatamorgana
Teraz widzę jak płaczesz umierając i teraz wiem już że
było trzeba
Krzyczeć, krzyczeć, a mówiłam tak mało, nie chcąc Cię
ranić ani gniewać
Że moje życie barw milionem malowane, a każda chwila
nazbyt droga
By błądzić między mirażami, dlatego wierzę w siebie, a nie
w Boga!

Mów teraz głupi, powiedz chociaż nie chcesz, czy warto było
aż tak
Za piękne słowa w prastarej Księdze, odepchnąć od
siebie świat
Gdy gaśnie życie w twarzy Twej, jak znicz na cmentarzu
To wszystko traci sens
Gdy spływa wiara z Twojej duszy rzeką zmarnowanych
wzruszeń
Całuję Cię

Gdy gaśnie Twoje życie, za późno pytania
Kiedy zapadasz w ciszę już nic do dodania
Rozwiewa się niebo jak fatamorgana
Im bliżej niego pełzniesz na kolanach

Miraż!!!
Rozwiewa się niebo jak fatamorgana
Im bliżej niego pełzniesz na kolanach
Gdy widzisz - nie ma Boga i Szatana
Rozwiewa się Twoje życie a dalej nie ma juz nic!

Stracony czas...

Falka
komentarze [2]

I walk alone...
czwartek, 25 października 2007 16:43:52
Jesienna deprecha kwitnie, starannie pielęgnowana i podlewana, niczym najpiękniejszy kwiat.
Ilość powodów - nieustannie wzrastająca... Ilość sensownych powodów - stała i zbyt duża... Ilość sensownych rozwiązań - dążąca do zera... Ilość powodów do życia - nieznana...
Reasumując - optymistycznie.

Co dobrego?
"I walk alone" Tarji Turunen otarło łzy wściekłości po "Dark passion play" Nightwisha.
"Gwiezdny pył" - nieskomplikowana rozrywka rozweselająca na czas krótki, acz istniejący.
Sapkowski - delektuję się "Wiedżminem". I poważnie rozważam kupno gry, choć obawiam się, czy procesor mi to uciągnie...

W szkole znośnie, choć biologia mnie martwi i znów mam wrażenie, że niemca nie uciągnę... Trza było do budowlanki iść...

Tyle na dziś...
Falka
komentarze [4]

Łąka na niebie się kończy...
piątek, 21 września 2007 23:25:59
Są chwile, (gdy wolałabym martwym widzieć cię? o nie…) kiedy ogarnia nas przygnębiające uczucie zmarnowanego czasu. Straconego. Czasu, którego nikt nam nie odda. Więc co? Żyjmy chwilą? Czy może zastanawiajmy się nad każdym ruchem? Ale przecież nie zawsze się da… Czasem przecież do głosu dochodzi nasze serce. Czy warto go słuchać? Pozwolić, by nami rządziło? A może lepiej je zagłuszyć, przyjąć, że nie istnieje? Czy też spróbować znaleźć złoty środek? Ale czy wtedy będziemy mięli gwarancję, że nie tracimy czasu? Czy KIEDYKOLWIEK będziemy ją mieli? Czasem chciałabym mieć już ok. 60 lat, całe życie za sobą, może i spieprzone, ale to byłoby chyba lepsze niż świadomość, że każdego dnia pieprzę je sobie osobiście. Podejmując głupawe decyzje życiowe, tudzież przerąbując swoją przyszłość nie ucząc się. Mam ostatnio wesołe wrażenie, że marnuję swój czas. W każdej chwili. Żyjąc po prostu. Bo to do niczego nie prowadzi. Zdarzają się chwile szczęścia, śmiechu (te akurat, dość często), spokoju i radości. Zdarzają się. Ale czy tak naprawdę warto dla nich istnieć? Czy to wystarczy? Czy też może życie ludzkie jest tak po prostu wiązką płaczu i śmiechy, która do niczego nie prowadzi? Może mamy żyć tak po prostu? Bez celu i sensu? Czym tak naprawdę jest szczęście? Ciągłością czy chwilą? A może po prostu go nie ma? Jest tylko utopią, marzeniem, które przyśniło się komuś w starożytności i teraz wszyscy dążymy do jego urzeczywistnienia? Skazani na porażkę? A może to ja nie potrafię być szczęśliwa? A może nie chcę (już widzę minę niektórych i tekst „ju mast bi imoł” w głowach)? Dziś na wszystkie te pytania mogę odpowiedzieć tylko tak: nie wiem. Nie mam pojęcia.

Słucham. Czytam. Piszę. Gram. Śpiewam. Nie tańczę. Żyję?
Falka
komentarze [6]

Ukraina...
wtorek, 11 września 2007 17:21:58
Falusia Ukrainę przeżyła. I to całkiem nieźle. Rzekłabym wręcz, że bardzo dobrze. Nie potrafię opisać, jakie uczucia wzbudziły we mnie bezkresne stepy Ukrainy, wioski pełne malutkich, kolorowych domków, samochody, jakich u nas nie ma od dobrych 20 lat, cmentarz zapomnianych polskich bohaterów oświetlony biało-czerwonymi zniczami w nocy. Nie umiem powiedzieć, czym były dla mnie te nocne ogniska, jak się czułam widząc kość udową znalezioną przez naszą „ekipę” na stoku żwirowni, zakopywaną w grobie. Nie potrafię wam opisać, co czuje spracowany człowiek biorąc lodowaty prysznic o szóstej rano, czy też jak to jest spać pod namiotem w temperaturze 6 stopni. Wiem jedno, to wszystko mnie zmieniło. Jak bardzo – czas pokaże… Ale na pewno zmieniło…
Falka
komentarze [7]

O przedłużaczach słów kilka...
wtorek, 14 sierpnia 2007 16:56:55
W dniu dzisiejszym Falusia otrzymała trudną misję nabycia przedłużacza elektrycznego drogą kupna (poprzedni najpierw poraził Falusiową mamę, a później Falusię, która niepomna na przestrogi rodzicielki chciała użyć przedłużacza o którym wiadomo było, że kopie). Kroczki swe radosne skierowała do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego. Po nieotrzymaniu wyżej wymienionego artykułu wykonała dramatyczny telefon do łojca, od którego dowiedziała się, że jest blondynką, i który kupił dwa przedłużacze później wraz z nią. Dziś Falusia dowiedziała się, że:
- w sklepach z gospodarstwem domowym można kupić nie tylko drabinę ale i wiertarkę, ale przedłużacza już nie ("no bo to elektryka jest proszę pani" - "a wiertarkę to pani siłą woli napędza?")...
- nie należy dawać osobom po 50 komputerów - pan w sklepie z elektryką pół godziny pisał fakturę, po czym pomylił nazwę firmy i operację trzeba było powtórzyć... Falusia miała ochotę pana w sklepie zamordować, co dawały jasno do zrozumienia jej oczy (te wściekłe kurwiki)...
- przedłużacz do jednego żelazka musi mieć minimum cztery gniazdka ("no bo zawsze jedno się może zepsuć, córeńko")...
- dostanie w jednym sklepie dwóch nieuziemionych przedłużaczy jest w naszym pięknym mieście niemożliwe...
- uziemienie przeszkadza...
Bogatsza o wyżej wymienione doświadczenia życiowe Falusia nadal beztrosko zwiedza świat (który dzięki nowym okularom nie ma już pasków, ani kresek), teraz jednak wie już, jak kupić przedłużacz, oraz gdzie kupić wiertarkę zasilaną siłą woli. To był bardzo pouczający dzień...
Falka
komentarze [6]

Bittersweet...
niedziela, 12 sierpnia 2007 20:36:41
Słodko-gorzkie... Słodko-gorzkie myśli, słodko-gorzkie wspomnienia. Obiecałam sobie, że nigdy nie będę do nich wracać. I co? Nie wyszło. Siedzę i myślę. Właściwie siedzę i wspominam. I choć od wspominanych wydarzeń upłynął szmat czasu, są one niezwykle wyraźne. Aż zbyt wyraźne jak na mój gust. Mniejsza.

Niedługo moje urodziny. Siedemnaste już, jak ten czas leci. A pamiętam moment w trzeciej klasie szkoły podstawowej, kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem w połowie drogi do dorosłości. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. Przeraża mnie to. Odpowiedzialność, studia, praca, dorosłość. Dzieciństwo już dawno jest za mną, ale do tej pory ten "okres przejściowy" był taki beztroski. Czy teraz już nie jest? Nie wiem. Chwilowo na pewno nie. Choć z drugiej strony widzę wyraźnie, że przejmuję się wieloma rzeczami, którymi nie powinnam. Które mnie po prostu nie dotyczą. I na tym na razie kończy się moja dorosłość. Na przejmowaniu się, martwieniu. Bo wziąć życia w swoje ręce i żyć po swojemu jeszcze nie umiem. Jeszcze tylko dwa lata. I czeka mnie pełna samodzielność. Może wtedy będzie lepiej? Kto wie...

Nie przypuszczam, żeby udało mi się napisać coś jeszcze przed wyjazdem, więc do zobaczenia we wrześniu (o Boże, wakacje się kończą, nieeeee!)... Papa :*
Falka
komentarze [5]

Summer Wine...
piątek, 27 lipica 2007 00:39:54
Nie, nie piję całymi dniami i nie jestem na wiecznym kacu, jak sugerował by tytuł notki. Tak mnie po prostu naszło ostatnio na tą piosenkę... Co gorsza nie tylko na nią. Odkrywszy wczoraj Last.fm pogrążyłam się na pół nocy w słuchaniu pagan metalu. Czyli jest przerażająco...
Ostatnio nic mi się nie chce. Choć nie mam depresji. Ba, mam nawet podejrzanie dobry humor. A to już jest niebezpieczne. Najchętniej nie wychodziłabym z domu, tylko siedziała przy kompie, czytała lub grała... Leniuszek ze mnie, to fakt...
Dziś jednak przemogłam się i wybyłam do Boromirki. W efekcie przeżyłam pierwsze w życiu Mentos Eruption. Ponoć nieudane, ale i tak mi się podobało.
Prawdę mówiąc tak się jakoś ostatnio niewakacyjnie czuję. Szare komórki domagają się wysiłku. Może zacznę jakąś grafomanię tworzyć? Jeśli tak, to módlcie się, żeby mi przeszło. Zawsze jednak istnieje nadzieja, że zacznę się przygotowywać do olimpiady historycznej (i co ja robię tuuuu :D ), albo pisać muzykę dla naszego zespołu bez nazwy... Co prawda nie mam tekstu, ale co tam :D Powinnam śpiewać, śpiewać i jeszcze raz śpiewać, coby się poduczyć troszkę. Nie chcę jednak rodzinki, sąsiadów i znajomych katować, toteż milczę. Cała nadzieja naszego zespołu w chórkach i growlu :)
Możecie zacząć obstawiać, ile dni Falusia wytrzyma bez prądu i bieżącej wody pracując w pocie czoła nad odnawianiem grobów zapomnianych bohaterów. Sama jestem ciekawa ile wytrzymam :)
Kończę już, pozdrowionka dla czytelników. Do następnego razu :*
Falka
komentarze [9]