O przedłużaczach słów kilka...
wtorek, 14 sierpnia 2007 16:56:55
W dniu dzisiejszym Falusia otrzymała trudną misję nabycia przedłużacza elektrycznego drogą kupna (poprzedni najpierw poraził Falusiową mamę, a później Falusię, która niepomna na przestrogi rodzicielki chciała użyć przedłużacza o którym wiadomo było, że kopie). Kroczki swe radosne skierowała do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego. Po nieotrzymaniu wyżej wymienionego artykułu wykonała dramatyczny telefon do łojca, od którego dowiedziała się, że jest blondynką, i który kupił dwa przedłużacze później wraz z nią. Dziś Falusia dowiedziała się, że:
- w sklepach z gospodarstwem domowym można kupić nie tylko drabinę ale i wiertarkę, ale przedłużacza już nie ("no bo to elektryka jest proszę pani" - "a wiertarkę to pani siłą woli napędza?")...
- nie należy dawać osobom po 50 komputerów - pan w sklepie z elektryką pół godziny pisał fakturę, po czym pomylił nazwę firmy i operację trzeba było powtórzyć... Falusia miała ochotę pana w sklepie zamordować, co dawały jasno do zrozumienia jej oczy (te wściekłe kurwiki)...
- przedłużacz do jednego żelazka musi mieć minimum cztery gniazdka ("no bo zawsze jedno się może zepsuć, córeńko")...
- dostanie w jednym sklepie dwóch nieuziemionych przedłużaczy jest w naszym pięknym mieście niemożliwe...
- uziemienie przeszkadza...
Bogatsza o wyżej wymienione doświadczenia życiowe Falusia nadal beztrosko zwiedza świat (który dzięki nowym okularom nie ma już pasków, ani kresek), teraz jednak wie już, jak kupić przedłużacz, oraz gdzie kupić wiertarkę zasilaną siłą woli. To był bardzo pouczający dzień...
Falka
komentarze [6]

Bittersweet...
niedziela, 12 sierpnia 2007 20:36:41
Słodko-gorzkie... Słodko-gorzkie myśli, słodko-gorzkie wspomnienia. Obiecałam sobie, że nigdy nie będę do nich wracać. I co? Nie wyszło. Siedzę i myślę. Właściwie siedzę i wspominam. I choć od wspominanych wydarzeń upłynął szmat czasu, są one niezwykle wyraźne. Aż zbyt wyraźne jak na mój gust. Mniejsza.

Niedługo moje urodziny. Siedemnaste już, jak ten czas leci. A pamiętam moment w trzeciej klasie szkoły podstawowej, kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem w połowie drogi do dorosłości. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. Przeraża mnie to. Odpowiedzialność, studia, praca, dorosłość. Dzieciństwo już dawno jest za mną, ale do tej pory ten "okres przejściowy" był taki beztroski. Czy teraz już nie jest? Nie wiem. Chwilowo na pewno nie. Choć z drugiej strony widzę wyraźnie, że przejmuję się wieloma rzeczami, którymi nie powinnam. Które mnie po prostu nie dotyczą. I na tym na razie kończy się moja dorosłość. Na przejmowaniu się, martwieniu. Bo wziąć życia w swoje ręce i żyć po swojemu jeszcze nie umiem. Jeszcze tylko dwa lata. I czeka mnie pełna samodzielność. Może wtedy będzie lepiej? Kto wie...

Nie przypuszczam, żeby udało mi się napisać coś jeszcze przed wyjazdem, więc do zobaczenia we wrześniu (o Boże, wakacje się kończą, nieeeee!)... Papa :*
Falka
komentarze [5]